
Zofia odmawiała.
Następnego dnia wydarzyło się coś jeszcze bardziej niepokojącego.
Na klatce pojawił się nieznajomy mężczyzna. Przez kilka minut rozmawiał z Zofią, a potem odjechał samochodem.
Anna widziała wszystko przez wizjer.
Nie chciała się wtrącać.
Ale kiedy wieczorem zobaczyła Zofię wychodzącą z domu z dużą kopertą w dłoni, zaczęła się poważnie martwić.
Następnego ranka zapytała:
— Wszystko w porządku?
Zofia odpowiedziała tylko:
— Tak. Proszę się nie martwić.
Anna jednak nie potrafiła przestać o tym myśleć.
I właśnie dlatego kilka dni później doszło do kłótni.
Zofia przyszła do niej tylko po to, żeby oddać słoik domowego dżemu, który dostała od sąsiadki tydzień wcześniej.
Anna otworzyła drzwi.
Spojrzała na nią.
I powiedziała:
— Proszę już nigdy do mnie nie przychodzić.
Nie wyjaśniła dlaczego.
Zofia wróciła do mieszkania ze łzami w oczach.
Przez następne dni między drzwiami obu kobiet panowała cisza.
Nie było porannych rozmów.
Nie było pytań o zakupy.
Nie było nawet zwykłego „dzień dobry”.
A potem, w piątek rano, na klatce schodowej rozległ się głośny stukot.
Anna otworzyła drzwi i zobaczyła dwóch mężczyzn wynoszących z mieszkania Zofii kilka dużych kartonów.
— Co się dzieje? — zapytała.
Jeden z nich odpowiedział:
— Pani Zofia się przeprowadza.
Annie zrobiło się zimno.
Chciała zapytać dokąd, ale wtedy zobaczyła samą Zofię.
Kobieta stała za nimi w płaszczu, trzymając małą torbę.
Wyglądała na zmęczoną.
— Naprawdę się pani wyprowadza? — zapytała Anna.
Zofia spojrzała na nią przez kilka sekund.
— Tak.
— Dlaczego?
Zofia uśmiechnęła się smutno.
— Bo nie mam już powodów, żeby tu zostać.
I wtedy Anna zrozumiała, jak bardzo się pomyliła.
Kilka minut później Zofia powiedziała jej całą prawdę.
Jej syn nie chciał zabrać jej mieszkania.
Wręcz przeciwnie.
Próbował przekonać matkę, żeby go nie sprzedawała, ponieważ od miesięcy planował wyremontować ją i dostosować do jej potrzeb.
Mężczyzna, którego Anna widziała przed domem, był rzeczoznawcą.
A koperta?
Były w niej dokumenty dotyczące oszczędności, które Zofia chciała przeznaczyć na remont.
Najgorsze było jednak coś innego.
Zofia dowiedziała się, że jej syn zamierza przeprowadzić się do miasta, żeby być bliżej niej.
To właśnie o tym się kłócili.
Anna przez przypadek złożyła kilka fragmentów w jedną historię — i wyciągnęła całkowicie błędny wniosek.
Ale Zofia nie wyjeżdżała z powodu syna.
Wyjeżdżała dlatego, że mieszkanie wymagało poważnego remontu, a ona na kilka miesięcy miała zamieszkać u siostry.
— A dlaczego nic mi pani nie powiedziała? — zapytała Anna.
Zofia spojrzała na nią z niedowierzaniem.
— Bo kiedy próbowałam, powiedziała mi pani, żebym więcej nie przychodziła.
Anna spuściła głowę.
Po raz pierwszy od wielu dni obie milczały.
W końcu Anna wyjęła z kieszeni kluczyki.
— Proszę poczekać.
Pobiegła do swojego mieszkania i po chwili wróciła z niewielką kartką.
Zofia spojrzała na nią pytająco.
— To numer telefonu do mojego brata. Jest hydraulikiem. Powiedział, że pomoże pani przy remoncie bez brania pieniędzy za pierwszą wizytę.
Zofia zaczęła się śmiać przez łzy.
— Przecież miałyśmy się już do siebie nie odzywać.
Anna również się uśmiechnęła.
— To był chyba najgłupszy pomysł, jaki miałam w życiu.
Tego samego dnia obie usiadły na ławce przed blokiem i po raz pierwszy naprawdę ze sobą porozmawiały.
Okazało się, że przez dziesięć lat mieszkały obok siebie, a właściwie prawie wcale się nie znały.
Zofia opowiedziała o swoim synu.
Anna o tym, dlaczego od pewnego czasu była tak nerwowa.
Rozmawiały aż do zmroku.
Kilka tygodni później Zofia wróciła do wyremontowanego mieszkania.
A pierwszą osobą, która przyszła ją przywitać, była Anna.
Tym razem nie przyniosła dżemu.
Przyniosła dwa kubki kawy.
I zanim Zofia zdążyła coś powiedzieć, Anna wyciągnęła rękę.
— Zaczynamy od nowa?
Zofia uśmiechnęła się.
— Od nowa.