“Bo tym razem najważniejsze nie okaże się małżeństwo Melia i Hanser, lecz list sprzed miesięcy, który miał doprowadzić Sinem do ołtarza.
Kilka godzin wcześniej napięcie panowało również w starym domu. Hanser siedziała w jasnym salonie razem z Melichem, Silą i Enginem.
Niby wszyscy byli blisko siebie, a jednak każde z nich pogrążone było we własnych obawach.
Hanser wciąż nie odzyskała pełni sił po zatruciu. Jej twarz zdradzała zmęczenie, lecz jeszcze bardziej widać było niepokój.
Wiedziała, że od tej chwili każdy błąd może kosztować ich znacznie więcej niż tylko przegraną w kolejnym sporze z bejzą.
Engine nie zamierzał jednak dłużej opierać się na podejrzeniach. Jako prawnik doskonale rozumiał, że nawet najbardziej przekonująca historia nie ma większej wartości, jeśli nie można jej poprzeć dowodem.
W prywatnej rozmowie można powiedzieć: „Jestem pewien”. W sądzie to za mało. Tam każde słowo może zostać podważone. Każdy świadek zakwestionowany, a każde podejrzenie przedstawione jako osobisty konflikt.
Engine chciał przeciąć tę drogę raz na zawsze. Dlatego przedstawił przyjaciołom prosty, ale niezwykle ryzykowny plan.
Potrzebowali próbki od dziecka i próbki od Bejzy. Jeśli badania potwierdzą ich przypuszczenia, skończą się domysły.
Będą mieli coś, czego nie da się zbyć gniewem, manipulacją ani kolejną wymówką. Dla Hanser nie była to już tylko kwestia ciekawości.
Jeśli Bea rzeczywiście nie była matką dziecka, oznaczało to, że ktoś zbudował całe kłamstwo wokół rodziny Develoglu.
A skoro ktoś był gotów posunąć się aż tak daleko, nikt nie mógł przewidzieć, co zrobi, gdy poczuje zagrożenie.
Hanser od razu zobaczyła największy problem. Jak wejść do rezydencji, nie wzbudzając podejrzeń, jak znaleźć się przy dziecku samemu choćby na kilka sekund, a przede wszystkim jak zdobyć włosy, skoro kobieta od dawna reagowała na Hanser jak na zagrożenie.
Siła, która do tej pory milczała, nie wytrzymała. Zacisnęła dłonie i rzuciła, że najchętniej sama chwyciłaby Beję za włosy i wyrwała ich tyle, ile potrzeba.
Engine natychmiast ją zgasił. W jego spojrzeniu nie było miejsca na żarty.
Wiedział, że jeden impulsywny ruch może zniszczyć cały plan.
Siła uniosła ręce, jakby chciała pokazać, że ustępuje. Przyznała jednak, że bezczynność doprowadza ją do szału.
Wszyscy wiedzieli, że mają przed sobą coś bardzo poważnego, a mimo to musieli siedzieć i czekać na okazję.
Melich pomyślał o swojej matce i Ajsu.
Teoretycznie to one mogłyby znaleźć się w rezydencji w mniej podejrzanych okolicznościach.
Tylko co miałby im powiedzieć? Jak wytłumaczyć, że potrzebuje próbki od dziecka i od Bejzy? Jak wciągnąć własną rodzinę w sprawę, która z każdym dniem stawała się coraz bardziej niebezpieczna?
Hanser natychmiast zaprotestowała. Nie chciała, żeby ktokolwiek kolejny płacił cenę za jej problemy.
Miała poczucie, że cała ta sytuacja zaczęła się wokół niej i że to ona powinna ją zakończyć.

Melich nie zamierzał jednak nawet słuchać o tym, żeby zbliżała się do Bezy. „Masz trzymać się od niej tak daleko, jak tylko możesz” – powiedział stanowczo.
Engin poparł go bez wahania i wtedy przypomniał wszystkim coś, czego Hanser wolałaby nigdy więcej nie widzieć.
Nawet we wspomnieniach w jej pamięci znów pojawił się samochód Bejzy. Szaleńcza jazda, napięta twarz kobiety.
Przerażający moment, w którym kierownica została gwałtownie skręcona, a auto wypadło z drogi.
Hanser niemal ponownie poczuła ten sam ucisk w klatce piersiowej i tę bezradność, kiedy nie miała wpływu na nic.
Tamtego dnia zrozumiała, że zazdrość Bejzy nie jest zwykłą niechęcią ani ostrymi słowami rzucanymi w kłótni.
Wtedy wszystko mogło skończyć się tragedią. Hanser cudem wyszła z tego żywa i teraz rozumiała, dlaczego Engine mówi tak twardo.
Beja nie była kimś, kogo można lekceważyć. Gdy czuła, że traci kontrolę, potrafiła przekroczyć granicę, której inni nawet nie odważyliby się dotknąć.
Dlatego pomysł, by Hanser sama próbowała zdobywać jakiekolwiek próbki, został odrzucony, zanim na dobre zdążył się pojawić.
Prawnik poszedł jeszcze dalej. Zwrócił uwagę na coś, co od dawna wisiało nad tą historią.
Nawet dziecko nie sprawiło, że Cong zaczął patrzeć na Be tak, jak ona tego pragnęła.
Jej obsesyjna zazdrość o Hanser nie zniknęła. Przeciwnie, mogła stać się jeszcze silniejsza.
Bea doskonale wiedziała, że Cong nigdy nie pokochał jej w sposób, którego oczekiwała.
W jej oczach Hanser wciąż była kobietą, która mogła w każdej chwili odebrać jej wszystko.
Engin spojrzał na Melia i przeprosił, że mówi o tym przy nim. W końcu Melich formalnie był mężem Hanser, ale nie było już czasu na delikatność.
Musieli nazywać rzeczy po imieniu.
Melich przyjął te słowa spokojniej, niż można było się spodziewać.
Nie interesowała go obsesja Bey. Chciał tylko wiedzieć, co Engine zamierza zrobić.
I właśnie wtedy prawnik podjął decyzję.
To on miał wejść do rezydencji. Jego obecność nie byłaby tam niczym podejrzanym.
Znał dom, znał ludzi, miał powody, by się pojawić. Mógł poruszać się swobodniej niż Hanser, Siła czy Melich.
Jeśli ktokolwiek miał szansę zbliżyć się do Bejzy i dziecka bez natychmiastowego alarmu, był nim właśnie Engine.
Wstał z kanapy i oznajmił, że bierze całą odpowiedzialność na siebie. Reszta miała czekać.
Plan brzmiał rozsądnie, ale wszyscy czuli, że najtrudniejsza część dopiero się zaczyna.
Podczas gdy w Starym Domu rodziła się strategia mogąca zachwiać pozycją Bey, kilka ulic dalej Deria przeżywała własny dramat.
Nie dotyczył on tajemnic rodzinnych ani badań, lecz pieniędzy, ambicji i marzenia, którego kobieta nie potrafiła porzucić.
Zamiatała podłogę w ciasnym przedpokoju i z każdym ruchem miotły robiła się coraz bardziej wściekła.
W jej głowie wciąż powracało jedno porównanie. Hanser ułożyła sobie życie na nowo, znalazła męża i zamieszkała niemal obok rezydencji, a Deria nadal była w tym samym miejscu.
Ta sama bieda, te same obowiązki, ta sama miotła – narzekała na głos, jakby sam dom miał jej odpowiedzieć.
I właśnie wtedy ktoś zapukał do drzwi.
Deria otworzyła i zamarła. Przed nią stała właścicielka salonu piękności.
Ta sama kobieta, której wcześniej przekazała dwie złote bransoletki jako zaliczkę.
Deria liczyła wtedy, że wreszcie będzie miała własny biznes. Transakcja upadła, a bransoletki przepadły.
Nic dziwnego, że na widok niespodziewanego td4729 gościa w jej oczach natychmiast pojawił się gniew.
„Co ty tu robisz?” – zapytała lodowato.
Kobieta odpowiedziała czymś, czego Deria zupełnie się nie spodziewała. Powiedziała, że śniła o niej w nocy.
Deria uznała to niemal za kpinę.
Ostrzegła, że jest wystarczająco wściekła i że lepiej jej nie prowokować.

Właścicielka salonu jednak nie zamierzała odejść. Poprosiła, żeby wpuścić ją do środka i pozwolić wszystko wyjaśnić.
Nawet w takiej chwili Deria nie zapomniała o jednym. Zatrzymała kobietę na progu i kazała jej zdjąć buty.
Po chwili obie siedziały już w salonie.
Deria miała skrzyżowane ręce i patrzyła na gościa z niedowierzaniem.
Wtedy zaczęła się historia o zmarłym dziadku, który rzekomo pojawiał się we śnie i dawał swojej wnuczce polecenia.
Podobno kiedyś kobieta go nie posłuchała i jej dom spłonął. Deria nie miała cierpliwości do podobnych opowieści.
Zażądała konkretów. Właścicielka salonu oznajmiła więc, że dziadek kazał jej sprzedać salon właśnie Deryi.
Brzmiało to jeszcze bardziej absurdalnie. Deria odpowiedziała, że nie ma nawet pięciu lir. A gdyby miała po ostatnim oszustwie, i tak nie dałaby jej ani grosza.
Wtedy padła propozycja, która momentalnie zmieniła atmosferę. Kobieta zaproponowała odroczoną płatność.
Deria miałaby przejąć salon teraz, a następnie spłacać go co miesiąc z zysków. Deria nie uwierzyła.
Zbyt dobrze znała ludzi, żeby przyjąć tak idealną ofertę bez pytania o haczyk.
Jeszcze niedawno ta sama osoba nie miała problemu z zatrzymaniem jej bransoletek.
Teraz nagle przychodziła z propozycją, która wyglądała niemal jak prezent.
Deria była chciwa na tę szansę, ale nie była aż tak naiwna, by nie zauważyć sprzeczności.
I miała rację. Po chwili jej rozmówczyni przyznała, że żadnego snu nie było.
Opowiedziała za to o Chodży, do którego poszła po klątwach Deryi.
Miał powiedzieć, że kobieta wyrządziła jej krzywdę i nie zazna spokoju, jeśli nie uzyska przebaczenia.
Deria mogła wyśmiać całą historię.
Zamiast tego zaczęła liczyć: salon, miesięczne raty, odzyskana bransoletka, obietnica podarcia umowy w razie problemów.
Każdy kolejny szczegół sprawiał, że zdrowy rozsądek ustępował miejsca marzeniu. To właśnie było w Deryi najbardziej niebezpieczne.
Kiedy widziała przed sobą szansę na lepsze życie, potrafiła w kilka chwil zapomnieć, ile razy podobne okazje kończyły się dla niej kłopotami.
Deria słuchała coraz uważniej.
Właścicielka salonu zapewniła, że jeśli interes przynosił wystarczająco pieniędzy, podrze umowę.
Co więcej, chciała oddać jedną ze złotych bransoletek na dowód dobrej woli. W tym momencie gniew Deryi zaczął ustępować ekscytacji.
Jej wzrok natychmiast powędrował na rękę kobiety. Złoto błyszczało dokładnie tak, jak zapamiętała.
Deria chciała mieć wszystko na papierze.
Skoro umowa ma zostać anulowana w razie problemów, niech będzie to zapisane i podpisane.
Właścicielka zgodziła się, zaproponowała ratę w wysokości 100 000 lir miesięcznie i zapewniła, że salon przynosi co najmniej trzy razy więcej.
Deria już widziała siebie jako właścicielkę. Pobiegła po kartkę i długopis. Zaczęła spisywać warunki szybciej, niż jeszcze przed chwilą zamiatała podłogę.
W jej głowie marzenie znów stało się realne. Kiedy dokument był gotowy, wyciągnęła rękę po bransoletkę.
Kobieta cofnęła dłoń. „Najpierw ty podpisz”.
I dokładnie w tym momencie do domu wszedł Cemil.
Zatrzymał się w progu. Najpierw zobaczył obcą kobietę, potem kartkę na stole. Na końcu spojrzał na Derię.
Wystarczyło kilka sekund, żeby zrozumiał, że znów dzieje się coś, co może skończyć się katastrofą.
Deria próbowała przedstawić sprawę jako największą okazję w ich życiu. Salon miał być jej, a zapłata miała zostać rozłożona na 10 rat po 100 000 lir.
Cemil momentalnie się zdenerwował.
Przypomniał Deryi, że ta sama kobieta już raz ją oszukała.
Potem zwrócił się do właścicielki salonu i kazał jej natychmiast wyjść. Nie interesowały go tłumaczenia.
Gdy kobieta próbowała jeszcze coś powiedzieć, ostrzegł, że wezwie policję.
Chwycił ją za przegub, wyprowadził do przedpokoju i praktycznie wypchnął za drzwi.
Deria była wściekła. Dla niej Cemil właśnie zniszczył szansę na odzyskanie bransoletki i spełnienie marzenia.
Widziała przed oczami nie ryzyko, lecz własny szyld, własny salon i pieniądze, które wreszcie miały płynąć do jej kieszeni.
Cemil patrzył na tę samą sytuację dokładnie odwrotnie. Dla niego na stole nie leżała szansa, lecz kolejny dokument, który Deria gotowa była podpisać pod wpływem emocji.
I właśnie dlatego ich kłótnia nie mogła skończyć się porozumieniem. Każde z nich było przekonane, że to drugie nie rozumie rzeczywistości.
Deria uważała Cemila za człowieka, który odbiera jej każdą okazję. Cemil był pewny, że po raz kolejny uratował żonę przed kolejną pułapką.
„Przestań robić głupstwa” – powiedział wyczerpany. „Naprawdę mam tego dość”.
Deria nie chciała tego słyszeć, ale tamtego dnia nie miała już możliwości podpisania umowy.
A podczas gdy ona przeżywała utraconą szansę, Engine realizował plan, którego skutki mogły być o wiele poważniejsze.
Kiedy później wrócił do starego domu, wszyscy natychmiast zrozumieli, że coś się wydarzyło.
Hanser, Melich i Siła czekali na niego w salonie. Napięcie było niemal namacalne. Siła jako pierwsza nie wytrzymała ciszy.
„Udało ci się. Masz włosy”.
Engine zdjął marynarkę i usiadł naprzeciwko nich. Na jego twarzy widać było zmęczenie, ale pod nim kryła się złość.
Miał włosy. To była dobra wiadomość. Zła była taka, że nie zdobył próbki od dziecka.
Kiedy próbował zbliżyć się do łóżeczka, Bejeza weszła do pokoju. Hanser natychmiast zbladła.
Najważniejsze pytanie brzmiało teraz: czy Beizza coś zauważyła? Czy zrozumiała, dlaczego Engine znalazł się tak blisko dziecka?
Prawnik uspokoił ich. Kobieta najwyraźniej niczego nie podejrzewała i właśnie to było jedynym powodem, dla którego plan wciąż miał szansę powodzenia.
Gdyby Bea połączyła jego obecność przy dziecku z wcześniejszymi pytaniami i nieufnością Hanser, mogłaby natychmiast zmienić zachowanie, ukryć to, czego szukali, albo odciąć ich od rezydencji.
Problem był jednak inny. Gdy Engine zobaczył ją z bliska, wiedząc już to wszystko, co udało im się ustalić, z trudem panował nad sobą.
Wcześniej potrafił patrzeć na Be jak prawnik – chłodno, z dystansem, zbierając fakty. td4729
Teraz każde jej zachowanie przypominało mu, że gdzieś po drugiej stronie tej historii może być kobieta skrzywdzona przez cały spisek, dziecko traktowane jak narzędzie i jego własny przyjaciel żyjący w rzeczywistości zbudowanej na kłamstwie.
Melich przypomniał mu, że właśnie dlatego muszą zachować zimną krew. Najpierw do wody. Potem sąd. Gniew niczego im nie da.
Engine jednak nie potrafił wyrzucić z głowy obrazu Bejzy obok dziecka.
Zaczął zastanawiać się, jak wcześniej mógł nie zauważyć tego, co teraz wydawało mu się oczywiste.
W jej spojrzeniu nie było czułości, nie było tej spontanicznej troski, którą można dostrzec u matki nawet wtedy, gdy jest zmęczona, zła czy przestraszona.
W przekonaniu Engina wszystko zaczęło układać się w jeden ponury obraz.
Rodzina Develoglu potrzebowała dziedzica. Bea potrzebowała pozycji u boku Ciana.
Dziecko stało się dla niej narzędziem. Hanser spuściła wzrok.
Ona także pamiętała sytuacje, w których płacz dziecka nie wywoływał u Bey niemal żadnej reakcji.
Dla Hanser było to coś niepojętego.
Engin opowiedział im, co poczuł, gdy sam spojrzał na maleństwo w łóżeczku.
Nawet on, człowiek skupiony na faktach i dowodach, odruchowo poczuł ciepło i troskę.
Tym bardziej nie potrafił zrozumieć chłodu Bejzy. Nie przytuliła dziecka, nie pogłaskała go, nie spojrzała na nie jak na kogoś, kogo chce chronić.
Oczywiście to wciąż nie był dowód dla sądu.
Engin o tym wiedział, ale dla niego osobiście wątpliwości prawie zniknęły i właśnie dlatego wydał wszystkim bardzo wyraźne polecenie.
Żadnego kontaktu z Bejzą, żadnych rozmów z Gulsum. Jeśli któraś z kobiet pojawi się pod drzwiami, nikt nie ma jej wpuszczać.
Nikt nie może zdradzić choćby jednym gestem, że zaczęli łączyć fakty. W tym momencie ich największą przewagą było to, że przeciwniczki wciąż uważały ich za ślepych.
Melich zapewnił, że będzie uważał. Siła jednak coraz gorzej znosiła sytuację.
Nagle powiedziała, że sama pójdzie do rezydencji i zdobędzie włos dziecka.
Engine odmówił. Siła próbowała przekonywać, że dla mieszkańców rezydencji jest praktycznie obca.
Jeśli ją złapią, najwyżej wyrzucą ją z domu. Jej zdaniem ryzyko było do przyjęcia.
Dla Engina nie było. Tym razem nie dyskutował. Powiedział twarde „nie” i zakończył temat.
Nie zamierzał pozwolić, by Siła narażała się w sprawie, którą uważał już za swój osobisty obowiązek.
Po chwili jego głos stał się spokojniejszy, lecz jeszcze bardziej przejmujący. Engine nie szukał już tylko odpowiedzi na pytanie o dziecko.
Szukał człowieka odpowiedzialnego za śmierć jego siostry. Chciał doprowadzić winnego przed wymiar sprawiedliwości.
A skoro po drodze odkrył spisek, którego ofiarą stał się jego najlepszy przyjaciel, zamierzał rozbić również ten spisek.
Nie było odwrotu.
Tymczasem w rezydencji ktoś inny miał własne pytania. Sinem od kilku dni obserwowała Melia i Hanser.
Im dłużej patrzyła, tym mniej wierzyła w obraz szczęśliwego małżeństwa. Dostrzegała dystans.
Zauważyła, że śpią osobno. Widziała między nimi coś, co bardziej przypominało układ niż związek dwojga zakochanych ludzi.
Te myśli nie dawały jej spokoju. W końcu zadzwoniła do Melia i poprosiła o spotkanie bez świadków.
Spotkali się za rezydencją, z dala od okien, domowników i przypadkowych spojrzeń. Żywopłot osłaniał ich od reszty świata, ale nie potrafił ukryć napięcia.
Melich spojrzał na Sinem z lekkim zdziwieniem. „Nie wiedziałem, że jesteś aż tak odważna. Nie boisz się, że ktoś nas zobaczy?”
Sinem nie cofnęła się. „Dałeś mi taką lekcję życia, że nie mam już ani obaw, ani oczekiwań”.
W tych słowach było więcej bólu niż złości. Sinem nie przyszła tu po to, żeby odzyskać dawną bliskość jednym spojrzeniem.
Chciała odpowiedzi. Od kilku dni sama obserwowała fakty i coraz bardziej irytowało ją to, że wszyscy wokół zachowywali się tak, jakby małżeństwo Melia z Hanser było czymś oczywistym.
Dla niej nie było. Melich natychmiast spoważniał. Zrozumiał, że nie przyszła tu dla zwykłej rozmowy.
Jednocześnie jej pewność siebie musiała go drażnić. To ona kiedyś zniknęła z jego najważniejszego dnia.
Teraz stała przed nim i żądała wyjaśnień dotyczących jego życia. Powiedział jej, żeby pytała.
Sinem nie zamierzała krążyć wokół tematu. „Jesteś zakochany w Hanser”.
Melich na moment zamilkł.
Nie spodziewał się tak bezpośredniego pytania.
Zamiast odpowiedzieć „tak” albo „nie”, zapytał, co ta wiedza zmieni w jej życiu.
Sinem nalegała. Chciała konkretnej odpowiedzi. Dla niej sytuacja była już zbyt dziwna, by udawać, że wszystko wygląda normalnie.
Powiedziała, że z daleka widać, iż między Melichem i Hanser nie ma prawdziwej bliskości.
Melich próbował zrzucić jej podejrzenia na Ciana. Stwierdził, że to jego urojenia i że najwyraźniej Sinem również zaczęła patrzeć na ich małżeństwo przez ten sam filtr.
Ale Sinem odpowiedziała czymś, co natychmiast zmieniło jego twarz.
„Wierzę w to, co widzę”.
Melich zapytał, co właściwie widziała.
Sinem powiedziała wprost: „Wiem, że śpicie osobno”.
Po raz pierwszy naprawdę go zaskoczyła.
Ta krótka cisza była dla Sinem potwierdzeniem.
Zaczęła naciskać jeszcze mocniej. Skoro Melich nie zaprzeczył od razu, musiała mieć rację.
Chciała wiedzieć, dlaczego małżonkowie śpią w osobnych pokojach i co naprawdę ich łączy.
Wtedy w jej wyobraźni wydarzyło się coś, czego pragnęła być może od dawna. Melich miał zbliżyć się o krok i powiedzieć: „Dobrze, powiem ci wszystko”.
W tej wyobrażonej rozmowie wreszcie padały wszystkie odpowiedzi.
Hanser była dla niego jak siostra. td4729 Nigdy jej nie dotknął. Ich małżeństwo nie było związkiem z miłości.
A ciąża Hanser nie miała nic wspólnego z Melichem. Sinem w swojej głowie słyszała, jak Melich mówi jej, że dziecko jest Ciana, że Hanser chciała ukryć prawdę, a on zgodził się ją chronić, żeby nie została sama.
To tłumaczyło wszystko. Osobne pokoje, brak czułości, dziwną ostrożność, napięcie Ciana.
Całą konstrukcję, która z zewnątrz przypominała małżeństwo, lecz w środku miała zupełnie inny sens.
W tej samej wizji Melich brał Sinem za ręce i mówił jeszcze więcej: że w życiu kochał tylko ją, że tylko dla niej było miejsce w jego sercu, że właśnie dlatego nazywał ją swoją miłością i swoim życiem.
Sinem czuła, jak oczy wypełniają jej się łzami. W jej wyobraźni nie chodziło nawet o romantyczne wyznanie.
Najważniejsze było to, że nagle znikało poczucie, iż została zastąpiona. Jeśli Melich naprawdę nie kochał Hanser, wtedy cały obraz ostatnich wydarzeń zmieniał znaczenie.
Jego chłód wobec Sinem mógł być zranieniem, a nie obojętnością. Jego małżeństwo mogło być poświęceniem, a nie nowym początkiem.
Przez kilka sekund wszystko stawało się jasne. Dawny ból, niedopowiedzenia i zazdrość nagle dostawały odpowiedź.
Sinem mogła uwierzyć, że uczucie, które uważała za stracone, wciąż gdzieś istnieje.
Tyle że żadna z tych odpowiedzi nie padła naprawdę. Obraz nagle się urwał. Sinem nadal stała naprzeciwko Melia.
Nadal czekała. Nadal nie znała tajemnicy jego małżeństwa z Hanser. To wszystko było tylko tym, co chciała usłyszeć.
Rzeczywisty Melich patrzył na nią chłodniej. „Uważasz, że masz prawo mnie o to pytać?”
Sinem wyraźnie się spięła. Melich przypomniał jej coś, co wciąż bolało go znacznie bardziej niż pytania o Hanser.
To Sinem nie przyszła na ich ślub. To ona zostawiła go samego w urzędzie.
Dla niego był to moment, którego nie dało się po prostu wymazać.
„Czego jeszcze ode mnie chcesz?” – zapytał i wtedy powiedział o liście.
Sinem zmarszczyła brwi. „Jakim liście?”
Melich był przekonany, że informował ją o ślubie. Wysłał list. Dla niego sprawa była oczywista.
Ona miała wiedzieć, kiedy i gdzie ma przyjść. Skoro się nie pojawiła, musiała podjąć decyzję.
Ale reakcja Sinem wcale nie wyglądała jak gra. Była naprawdę zaskoczona.
„O czym ty mówisz?”
Melich zaczął patrzeć na nią inaczej. Zamiast gniewu pojawiła się niepewność.
Dotąd układał te historie w najprostszy możliwy sposób. Wysłał list, wskazał termin ślubu, czekał, a Sinem nie przyszła.
To bolało, ale było jasne. Teraz po raz pierwszy pojawiła się szczelina w tej wersji wydarzeń.
Jeśli Sinem mówiła prawdę, to znaczyło, że coś, co przez długi czas uważał za świadome odrzucenie, mogło w ogóle nim nie być.
A wtedy jego gniew, decyzje i wszystkie późniejsze słowa byłyby oparte na czymś, czego nigdy nie sprawdził.
Wtedy w pobliżu pojawił się ogrodnik. Sinem odruchowo odsunęła się od Melia.
Nie mogła pozwolić, by ktoś zobaczył ich razem.
Szybko odeszła. Zanim mężczyzna zdołał zwrócić na nich uwagę, Melich został sam. Patrzył w miejsce, w którym zniknęła.
Jeszcze kilka minut wcześniej był przekonany, że zna odpowiedź na najważniejsze pytanie z ich przeszłości.
Sinem nie przyszła, bo nie chciała.
Koniec historii.
Teraz ta pewność zniknęła. Jej zaskoczenie było zbyt naturalne.
Jeśli naprawdę nigdy nie przeczytała listu, kto go zatrzymał? Czy list w ogóle do niej dotarł?
Czy ktoś świadomie sprawił, że Sinem nie pojawiła się na ślubie? A jeśli tak, to ile lat ich życia zostało zbudowanych na jednym nieporozumieniu?
Melich stał za rezydencją i po raz pierwszy od dawna nie wiedział, czy powinien być zły na Sinem, czy raczej zacząć szukać prawdy.
W starym domu Engine był dokładnie w tym samym miejscu, tylko w zupełnie innej sprawie.
On również wiedział, że podejrzenia nie wystarczą. Potrzebował dowodu, potrzebował drugiej próbki, potrzebował czegoś, co zamknie drogę do kolejnych kłamstw.
Jedna tajemnica dotyczyła dziecka i Bejzy.”